Erasmus+

blog B.D.U.N.

Dziennik projektu "Bądźmy dwujęzyczni! Uczmy nowocześnie!" realizowanego w Gimnazjum nr 81 / Szkole Podstawowej 363 im. prof. Witolda Doroszewskiego w ramach Akcji 1 Edukacja Szkolna programu Erasmus+ Komisji Europejskiej

Mobilność 3: Assen, Holandia. Creativity in teaching

Creativity in teaching and training for improving student' behavior  how to use music, art, ICT and outdoor activities in education

Organizator: Quarter Mediation
Holandia, Assen

Przygotowania
Przygotowania do mobilności zaczęłam z dużym wyprzedzeniem. Quarter Madiation to firma oferująca różnorodne kursy, między innymi mój kurs n.t. kreatywnego nauczania i interdyscyplinarności jako sposobu na problemy edukacyjne i wychowawcze. Prowadzi instensywną działalność... więc nie zawsze odpisuje na maile na czas. Tym razem wiele informacji o kursie otrzymałam w ostatniecj chwili (a rozkład zajęć dopiero na rozpoczęciu)
Korzystając z możliwości dodania dnia na podróż postanowiłam pół dnia spędzić w Amsterdamie, a dopiero potem pojechać do Assen, gdzie się odbywa kurs.

Amsterdam.
Lotnisko jest ładne i połączone z dworcem, niestety pogoda bardzo brzydka.
Spacer po ulicach dał mi okazję poznać specyfikę miasta. Najważniejszym punktem dla mnie , jako muzyka, był koncert: Pasja wg św. Mateusz w Concertgebouw - królewskiej sali koncertowej słynącej z pięknej akustyki.





Sesja inauguracyjna
W czasie sesji inauguracyjnej dowiedzieliśmy sie dużo o organizaorach: Quarter Medation oraz o sobie nawzajem,
Uczestnicy zaprezentowali przywiezione przez siebie specjały.

Pierwszy dzień szkolenia
Kolejni uczestnicy prezentują swoje szkoły.
1.  międzynarodowa szkoła w Zagrzebiu - Antonia jest nauczycielką muzyki.
Szkoła łący publiczną szkołę z międzynarodową szkołą prywatną. Odniosłam wrażenie , że międzynarodowy, płatny program, jest bardzo bogaty, a szkoła publiczna jest nieco w tyle. W szkole publicznej maja system zmianowy: klasy chodzą na 'rano" i na "popołudnie" co drugi tydzień.

2. francuskie przedszkole w niewielkiej miejscowości w Prowansji
Celine pracuje w "zerówce" i daje im dużo gier edukacyjnych ponieważ później nie będą mieli takiej szansy. Podobnie jak w Polsce szkoła jest finansowana przez gminę - dla małej wioski oznacza to , że szkoła jest biedna. Podobnie jak w Polsce radzą sobe na różne sposoby: zbierają niepotrzebne rzeczy, robią rzeczy własnym sumptem.
3.   Skirlingeskolen, Dania. Szkoła dla dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Szkoła gromadzi dzieci z dużego regionu, są to dzieci upośledzone, autystyczne, z silnymi zaburzeniami. Poznaliśmy kilka metod pracy: dzieci noszą słuchawki aby unikać hałasu, mają wydzielone stanowiska pracy, a plan zajęć jest pokazany za pomocą obrazków.
4. Niemieckie gimnazjum blisko Stuttgartu, prywatne
Ciekawostką jest tutoring indywidualny: uczeń ma swojego przydzielonego opiekuna. Dzieci spędzają wiele czau w szkole więc nie mają prac domowych. Dzieci mają długą przerwę na lancz i starsi uczniowie w tym czasie mogą wyjśc i zjeść cos na mieśie. Klasy mają 20-25 uczniów a na niektóre przedmioty są dzielone. Lekcje kończą się o 16:30.
Projekt Erasmus+ jest tu podobnie zorganizowany jak u nas. 7 nauczycieli jeździ na różne wyjazdy do różnych krajów.
5. Niemiecka szkoła publiczna w Bawarii
Szkoła obejmuje dzieci od 7 do 16 r.ż. Ich hasło to
Mają tam klasę chóralną (na poziomie 5 i 6. klasy): 4 lekcje muzyki w tygodniu. Mają lekcje śpiewu, mogą dołączyć do orkiestry. A na zdjęciu widać.... bum-bum-rurki . Robią musicale i sztuki teatralne.
Maja też współpracę z domem opieki, pomagają migrantom, i mają dużo zajęć zapobiegających rasizmowi i wspierających odwagę. Mają też przygotowanie do zawodu.
6. moja prezentacja. Wykorzystałam jeden z uczniowskich filmików przygotowanych o szkole; musze przyznać, że była to najbardziej atrakcyjna prezentacja szkoły, uczestnicy byli pod wrażeniem.
7. Portugalia: zespół gminnych szkół na różnych poziomach. Większość nauczycieli uczy w paru szkołach , mają też nauczanie wieczorowe i czasami zajęcia z dorosłymi kończą się około północy.
To najbardziej obciążona szkoła ze wszystkich: uczniowie są od ósmej do osiemnastej w szkole; mają też prace domowe. Nauczyciele uczą 8 godzin dziennie.
8. Rumunia - nauczyciele z tej szkoły słabo mówią po angielsku. Realizują sporo europejskich programów a dla nas przygotowali folderki.
9. Szkoła w Hiszpanii, w Galicji.  Nauczyciel WF i "science" prowadzi lekcje metodą CLIL . Jest też koordynatorem Erasmus+. Szkoła rozwija się w nowych metodach nauczania: projekty, CLIL, problem-solving i in. Wydaje mi się , że są bardzo ukierunkowani na "21st century skills". Mają od niedawna zamiast religii "duchowe nauczanie" na którym jest joga, medytacja i inne.
10. Szkoła z Wysp Kanaryjskich.
Pokazali między innymi filmik o nowych uczniach przychodzących do szkoły.

Holenderski system edukacyjny
Cristina opowiedziała o holenderskim systemie. Jego specyfiką jest spora elastyczność; od poziomu szkoły średniej uczniowie mogą nie tylko wybierać profile i przedmioty ale też zdecydować jak długo (3 czy 5 lat) będą się kształcić. W ten sposób np. imigranci mogą dłużej się oswajać z językiem holenderskim zanim przystąpią do matury. Uczniowie , którzy dopiero odkrywają swój talent , mogą go rozwijać. W Holandii nie ma rejonizacji szkół, a fundusze na utrzymanie szkoły zapewnia bezpośrednio ministerstwo. Natomiast na poziomie uniwersyteckim nie istnieje darmowa edukacja, wszystkie uczelnie mają opłaty.

Po prezentacjach wszyscy byliśmy zmęczeni. W czasie obiadu dyskutowaliśmy o różnicach w naszych systemach edukacji.
W Holandii jest rozbudowany system prawny związany z monitorowaniem obecności uczniów w szkole. W razie nieobecności dłuższej niż 16 godzin interweniują przedstawiciele Ministerstwa.
Warsztaty w Drenthe Archief
W Assen znajduje się archiwum , w którym przechowywane są dokumenty dotyczące regionu. Najstarsz z nich jest z XIII wieku, ale najciekawsze zbiory to listy księcia (?) Sigismunda z końca XVIII wieku. Stały sie ona bazą do warsztatów edukacyjnych. Archiwum uzysało fundusze UE i dzięki nim powstała piwnica edukacyjna. Warszatty okazały się sukcesem, rozbudowano więc ofertę i teraz obejmuje ona też rodziny (np. program dla dziadków z wnukami) i zwyczajnych mieszkańców pragnących zbadać dokumentacje o swojej rodzinie domu, mieście.

Moim zdaniem to wspaniała inicjatywna lokalna i w każdej gmienie czy dzilnicy tego typu watsztat byłby świetnym sposobem na wzmacnianie więzi lokalnych.
Każda grupka (3-4 osoby) ma swoje stanowisko pracy i zadania. Na ekranie wyświetlają się informacje i instrukcje.

 Uczestnicy otrzymują kilka starodawnych dokumentów (ładnie zrobione kopie). Muszą je przyporządkować, odgadnąć co je uszkodziło i jak należy je badać i konserwować w archiwum. 

 W mniej więcej co trzecie zadanie wymaga przejścia do innego pomiesczenia, np. po mapę albo do skanera.

 tak wygląda stanowisko pracy

 a tak wygląda sala dla całej grupki

 W warsztatach rodzinnych używany jest interaktywny stół. Przesuwając obrazki należy dopasować stare i nowe przedmioty codziennego użytku, np. krzesło, pojazd czy toaletę. 

Wizyta w archiwum była bardzo inspirująca. Może uda się podobne miejsce i podobne warsztaty stworzyć w oparciu o archiwum Bemowa? Zastanawiam się, czy bez "dizajnerskiej" prezstrzeni i z smartfonami zamiast tabeltów taki warszat by nadal był atrakcyjny.

Wizyta w bibliotece publicznej.
Miasto Assen ma nowiutką bibliotekę pełną gadżetów. 


Biblioteka jest fajnym miejscem a udogodnienia są imponujące, ale nie odbiega to zbytnio od nowobudowanych bibliotek w naszej okolicy.
Pomysł, który można by wykorzystać w naszej szkole to video-rekomendacje książek udostępniane za pomocą kodów QR.
Dzieci pod okiem pracowników biblioteki nagrywają króciutkie filmiki w których mówią o książce, którą przeczytały. Filmik jest zapisywany "w chmurze" np. na youtube, a następnie udostępniany pod kodem QR. Kod jest przyklejany w książce. Każdy zainteresowany tą książką może za pomocą telefonu odczytać kod i poznać opnię poprzednika. Dla dzieci to bardzo motywujące.
W naszej szkole takie rekomendacje nagrane przez gimnazjalistów pomogłyby przechować ich "dziedzictwo" dla młodszych dzieci, które wkrótce przyjdą do naszej szkoły.
Gra scenariuszowa (role-playing-game) w muzeum archeologicznym
W lokalnym muzeum w Assen poznaliśmy autorski program oparty na grze RGP. Edukator najpierw opowiedział historię (bardzo barwnie) o rzymskich legionistach, którzy zapędzili się w dzisiejszej Holandii i zobaczyli lokalny rytuał, który ich przeraził. Co to był za rytuał? aby się tego dowiedzieć uczniowie (a w tym przypadku - my, uczestnicy kursu) grają w RPG w którym są społecznością lokalnej wioski. Każdy otrzymuje plakietkę z opisem postaci, którą jest (np. drwal, wojownik, zielarka). Następnie przeszliśmy do sali z eksponatami i tam dowiedzieliśmy się, że nasza wioska stanie przed czterema problemami i mamy je rozwiązywać wyszukując gablotach potrzebne przedmioty oraz wykorzystując swoje umiejętności. W ten sposób społeczność miała zmierzyć się ze sforą wilków, uratować tonącego w bagnie przybysza, zmierzyć się z rzymskim legionem a na koniec błagać bóstwa o łagodną zimę. Uczestnicy wymyślali rozwiązania (np. oswojenie lub otrucie wilków) wyszukiwali eksponaty (np. toporek, garnek), głosowali nad najlepszym a o powodzeniu decydował rzut kostką. Wywiązywały się i ujawniały ciekawe interakcje (wśród uczniów by to było cenne doświadczenie wychowawcze).
Na koniec dowiedzieliśmy się, że lokalna ludność składała ludzkie ofiary; w sąsiedniej sali można było obejrzeć ludzkie szczątki zakonserwowane w bagnie, noszące ślady rytualnego mordu.
(ten eksponat specjalnie jest w odrębnym pomieszczeniu i uczniowie mogą go nie oglądać). Gra była wciągająca i nie wymagała zaawansowanej technologii. Z pewnością wymagała od prowadzącego umiejętności tworzenia i opowiadania historii, i oczywiście była całkowicie oparta na zasobach muzeum.
Warsztaty w wiatraku
Wiatrak  - jeden z kilkuset zachowanych i stanowiących dziedzictwo narodowe - był wspaniały do zwiedzania, ale wielu uczestników kursu stwierdziło, że te zajęcia to w zasadzie nie warsztat, i że nic z nich nie może być przeniesione na grunt nauczania w szkole. Jednak parę elementów udało mi się zauważyć i można je wykorzystać na różnych przedmiotach:
 Matematyka. Mechanizm w wiatraku oparty jest na kołach zębatych, których liczba zębów jest zawsze liczbą pierwszą. To dlatego, żeby jak najrzadziej dwa konkretne zęby się spotykały i mechanizm się nie "wycierał". Ta sama zasada jest podobno stosowana w przerzutkach roweru.


 Informatyka. Instrumenty muzyczne - pianola i katarynka - to przykład "kodowania": taśma papierowa czy dziurkowana to nic innego jak kod!
 Fotoreportaż był podsumowaniem  i formą samooceny przygotowana przez kursantów. Zaskoczyło mnie to jak wilu uczestników nie zna movie makera i innych narzędzi. Kilku osobom zrobiłam mały instruktaż n.t. Kizoa i goFormative - w ten sposób przekazałam dalej wiedzę zdobytą na poprzednich szkoleniach.


Wizyta w Drentse College - ogromnej szkole (ponad 2000 uczniów) technicznej i zawodowej - była ciekawa ze względu na możliwość poznania organizacji pracy tego typu szkoły. Po wizycie mieliśmy spotkanie z przedstawicielką lokalnych władz odpowiedzialną za monitorowanie obecności uczniów w szkole. Po raz kolejny okazało sie, że problemy we wszystkich krajach bywaja podobne, że procedury nieraz działają zbyt wolno, a wszystko zależy od tego ilu ludzi jest zatrudnionych aby skrupulatnie zająć się np. wpsieraniem uczniów opuszczających lekcje.

Ostatnim warsztatem było malowanie przy muzyce - przyjemny ale mało wnoszący sposób połączenia plastyki i muzyki. Dla mnie był okazją do wymiany doświadczeń n.t. słuchania muzyki z Antonią (nauczycielką muzyki w Chorwacji), nauczycielami z duńskiej szkoły specjalnej, oraz z Katrin ze Stuttgartu. Myślę, że paru osobom pomogłam podpowiadając pewne sposoby wprowadzania śpiewu na lekcję oraz podpowiadając jakie konkretnie utwory dobrze się sprawdzają.
 Na zakończenie wypełniliśmy ankietę ewaluacyjną. Wielu uczestników nie było zadowolonych z kursy i z merytorycznego przygotowania programu. Dla wszystkich najcenniejsze było wymienianie się doświadczeniami, metodami i wiedzą w nieformalnych sytuacjach: przy obiedzie czy przy wieczornym piwie. Ponieważ uczestnikami byli wyłącznie ambitni nauczyciele, to nasze rozmowy nieustannie krążyły wokół szkoły. Gdy ktoś nie znalazł na kursie wiedzy na którą liczył - pytał innych uczestników i wspólnie wyszukiwaliśmy rozwiązania (np. wykorzystanie muzyki na lekcjach w szkole specjalnej albo na łacinie w Niemczech).
Oczywiście otrzymaliśmy dyplomy, oraz Europass Mobility i umowę o jakości mobilności (o którą musiałam specjalnie poprosić). Organizatorzy na zamkniętej grupie facebookowej umieścili zdjęcia, a uczestnicy wymienili się kontaktami.
Myślę, że parę kontaktów będzie cennych dla eTwinning i dla KA2; z pewnością z kilkorgiem osób chcę utrzymać stały kontakt i współpracować w przyszłości.


Kurs skończył się pół dnia wcześniej niż planowano, bo "skomasowaliśmy" zajęcia. Mogłam więc po drodze zatrzymać się w Alemre i oddać swojemu hobby - obserwowaniu ptaków w rezerwacie. 
Powrotna podróż była dość stresująca: KLM dokonał "przebukowania związanego ze zmianą samolotu" skutkiem czego zamiast lecieć po południu leciałam rano (pobudka o piątej) , miałam też zamieszanie związane z kartą pokładową. Z chęcią jednak znalazłam się w domu wcześniej... aby przygotować się do leckji następnego dnia. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz